|
Blog > Komentarze do wpisu
Małgorzata tęskni
Mur jest zimny i wilgotny, przyjemnie chłodzi rozpaloną twarz, w
zapadającym zmroku nie widać zaczerwienionych policzków i oczu. Już nigdy w
życiu tego nie zrobi. Nigdy w życiu sama do niego nie pójdzie. Nie na próżno
matka tysiące razy powtarzała jej, że dziewczynie samej nie przystoi. Nie
przystoi tak się zniżać i prosić mężczyznę o łaskę. O łaskę miłości. O łaskę
litości. Została odrzucona. Wzgardzona. On jej nie chce. Już jej nie
potrzebuje. Ale to już nie chodzi tylko o nią. Po śmierci matki i brata została
wprawdzie na świecie sama jak palec, ale od niedawna wie, że niedługo będzie
się musiała martwić nie tylko o siebie, bo nosi w sobie życie, które spłodził
Henryk. I dlatego ta wzgarda boli podwójnie. Pali jej twarz i oczy. Wypaliła
jej się piętnem na cały ciele. Na dłoniach, piersiach, łonie. Małgorzata ma
wrażenie, że każdy mija ją z pogardliwym uśmiechem. Kto ją teraz przygarnie?
Kto ją teraz zechce? Kto ją teraz obroni? Przerażona chwyta się za za coraz
okrąglejszy brzuch. Ma wrażenie, że jej hańba jest już na ustach całego miasta.
Przemyka pod murem w stronę domu Marty. Ociera sie o wystające kamienie nie
czując ich ostrych kanów i raniąc sobie ramiona. Jest prawie ciemno, kamienie
nie zdradzą, czyje to delikatne dłonie głaskały je wieczorną porą zostawiając
ślady krwi. Małgorzata ma głowę ciężką od myśli. Dlaczego tak nagle zrobiło się
tak ciemno. Oczy zachodzą łzami, w gardle podchodzi wszystko do góry, chociaż
niewiele dziś jadła, wydaje jej się, że mur faluje, opiera się o niego plecami,
i wtedy nie może już panować nad swoim ciałem, który wstrząsa spazm płaczu i
odruch wymiotny, żeby tylko dojść do domu Marty, ona na pewno mi pomoże, a
przynajmniej wysłucha, to ostatnia przyjazna osoba. - Marto! - Greta z niemym zdziwieniem staje w drzwiach skromnej izby
Marty.Marta nie jest sama. I nie jest to towarzystwo porządane na wieczór taki
jak ten. Klientela domu uciech. Marta w roznegliżowanym stroju w wyuzdanej
pozie nie pozostawiającej domysłów obwieszona błyskotkami ze szkatułki, którą
podarował Grecie Henryk. Obie głęboko ją ukryły. Dziś wieczór Marta zrobiła
użytek z jej zawartości. Wygląda na to, że nie pierwszy raz. - Co robisz, Marto? Greta nie chciała słyszeć tych pokrętnych tłumaczeń o latach wyczekiwań na
powrót męża z wojennej tułaczki, o niespełnieniu, o radości, której nigdy nie
miała, o tym, że jej też się coś od życia należy, nie chciała przyjąć tego
złotego wisiorku wysadzanego rubinami, i dlatego wyszła, przerywając Marcie
wpół słowa, ściskając w dłoni czerwoną jak ogień błyskotkę. Jak kubeł zimnej wody na głowę przywrócił Grecie przytomność. Nawet na
Martę nie może już liczyć. Muzyka. Słyszy dźwięki muzyki. Zaciska bezwiednie
dłonie. Ostre krawędzie wisiora odciskają się na ich wnętrzu. Małgorzata staje
przed wejściem do oberży. Słyszy dobiegające ze środka odgłosy zabawy. Jest
naładowana emocjami, wściekłością na Henryka, Martę, swoją naiwność, z furią
popycha drzwi, które otwierają się z impetem i prężnym krokiem wchodzi do
środka. Kapela na chwilę przestała grać. Małgorzata mruży oczy, musi
przyzwyczaić je do światła. Stoi przez chwilę na środku, na opustoszałym
klepisku, muzykanci stroją instrumenty. Małgorzata czuje przez moment
zmieszanie, kilka par oczu jest zwróconych na nią. I wtedy wyłapuje wzrok
siedzącego przy najbliższej ławie Mateusza, tak samo obleśny jak zawsze,
oblepiający jej usta, piersi, pośladki. Podchodzi do niego powoli kołysząc
biodrami. Wie, że piersi nigdy jeszcze nie były tak pełne i ponętne.Rozchyla
lekko usta odsłaniając nieznacznie zęby, przygryza lekko dolną wargę, tak, aby
napłynęła krwią i zaczerwieniła się. Podchodzi powoli, bardzo powoli, odległość
ich dzieląca jest nieduża. W tym samym czasie pociąga sznurek płaszcza, tak aby
się rozchylił i opadł na ławę dokładnie w momencie, gdy Małgorzata staje przed
Mateuszem. -Pić mi się chce.- mówi i nie czekając na odpowiedź bierze w obie dłonie
stojący przed nim do połowy pełny kufel i wychyla go kilkoma głębokimi łykami. Złocisty
płyn cieknie jej po szyji i dekolcie z uniesionego w górę kufla. W tym czasie
muzycy zdążyli już odpocząć, stroją instrumenty. Małgorzata, zaspokoiwszy
pragnienie, odstawia kufel, kładzie dłonia na biodrach i wystukuje obcasami
rytm. Mateusz właściwie odczytuje jej zachętę. Jedną ręką łapie ją za wąską
kibić, drugą chwyta jej dłonie i zręcznym ruchem wprawnego tancerza wykręca na
środek klepiska. Teraz stoją naprzeciwko siebie patrząc na siebie rozognionym
wzrokiem, tylko oni dwoje. Wokół nich utworzył się krąg robiąc im miejsce do
popisu, bo to będzie popis. Smyczki coraz szybciej szybują po strunach,
Małgorzacie gra już każdy mięsień. Podnosi obie dłonie do szyi i zapina na
karku błyszczący niczym płomień naszyjnik od Henryka. Od tej chwili każdy jej
ruch, każde skinie karku, każde falowanie piersi, każde tupniecie nogą, każdy
furkot spódnicy, każda błyskawica w oku, każda trajektoria ramienia wokół karku
Mateusza będzie uważnie śledzona przez Henryka, którego pojawienie się oberży nie mogło umknąć wzrokowi Małgorzaty.
I każdy jej ruch będzie obliczony na wzbudzenie pożądania. Aby został
zapamiętany. Tej nocy. I każdej następnej. czwartek, 04 października 2007, jejsiostra
|
|