Blog > Komentarze do wpisu
wątpliwości Sędziego

Zgarbiona postać mężczyzny przy oknie to jedyny żywy obiekt w dużej, zimnej sali. Sędzia jest stary. Teraz zastygł wpatrzony w niewidoczny punkt. Stoi tak zamyślony od wielu godzin. Ciężkie myśli zmarszczyły mu czoło. Musi podjąć trudną decyzję. Ma wątpliwości. Od tej decyzji zależy życie młodej kobiety. Zwykła, biedna dziewczyna z plebsu, dzieciobójczyni, mówią o niej na mieście, na dodatek nieposłuszna, rozpustna i szalona. Z jej ręki miała jakoby zginąć matka, w obronie jej utraconego honoru poległ w pojedynku jedyny brat.  Przypadek z pozoru prostu, wyrok jednoznaczny - śmierć. Wszyscy są zgodni co do tego i nalegają na jak najszybsze wydanie wyroku i ostateczne załatwienie tej sprawy. Po co niepotrzebne ceregiele, kiedy są niezbite dowody, wina jest oczywista. Zazwyczaj w takich przypadkach nikt nie przejmuje się takimi procedurami jak dochodzenie prawdy. Ale on nie może teraz jej skazać. Nie po tym, co widział. Widział, jak prowadzili ja do lochu. Ich spojrzenia spotkały się na krotki moment. Było w jej oczach coś tak poruszającego i znajomego zarazem, ze nie mógł tak po prostu wydać skazującego wyroku. To krótkie, przypadkowe spotkanie i jedno jej spojrzenie, niczym czarownicy, wypaliło mu się piętnem w pamięci, nie pozwoliło spać, gryzło w chwilach samotności i kazało uruchomić całą machinę zaskakujących wydarzeń, które miały wyjaśnić powody jej postępowania i dowieść jej winy lub oczyścić z zarzutów. Ale dlaczego, jak to się stało,  że właśnie ona, to doświadczone przez życie dziecko, kazało mu bawić się w tę całą fanfaronadę,  zastanowić się nad całym życiem, ta rozkwitająca kobieta postawiona nad czeluścią grobu. Nie, nie kobietę w niej dostrzegł wtedy w mroku krużganka, wleczoną przez strażników do lochu, w tym zmaltretowanym ciele w łachmanach trudno było dostrzec człowieka. Dopiero kolejne przesłuchania odsłaniały jej rożne oblicza. Ale jeśli nie kobietę, to kogo? Dziecko? Nie dziecko już, wszak sama była matką. Zbrodniarkę, bezwzględna morderczynię? Gdyby tak myślał, nie pochyliłby się nad nią. Czoło sędziego poprzecinały linie zmarszczek. Westchnął głęboko w cichej samotności. Obrócił się w stronę zimnego i ponurego holu i zasępił. Kim jest Małgorzata? I dlaczego glos jakiś wewnętrzny kazał mu się przy niej zatrzymać i nie pozwolić jej zginąć ot tak,  jak wielu przed nią. Nawet Małgorzata nie mogła znać odpowiedzi na to pytanie. Odpowiedz leżała pomiędzy nią i nim. Brakowało mu tylko łączącego ogniwa, czegoś, co dałoby mu spokój sumienia. Rozwiało przypuszczenia lub utwierdziło w przekonaniu. Przekonaniu...no właśnie, czego? Bał się nawet dopuścić do siebie taką myśl. A czas płynął nieubłaganie, ona mila go coraz mniej, może nie wytrzymać kolejnych tortur, przed tym nie  mógł jej uchronić, pomimo swojej pozycji, czymś trzeba zamknąć usta plebsu.

...

wtorek, 07 listopada 2006, jejsiostra