Blog > Komentarze do wpisu
Pierwsze zeznanie Racheli
Nikt nigdy nie mowil do niej: Malgosiu. Jesli juz zwracano sie do niej po imieniu, to tylko: Malgorzata. Nawet matka. Chociaz robila to rzadko. Czasami miala wrazenie, ze matka jej nie nawidzi, ze o cos ja wini. Brat nienawidzil jej napewno. Kiedy byla mala, czesto ja bil. Pozniej, gdy zaczela dojrzewac, byl juz na tyle duzy, ze zajal sie swoimi sprawami i jej starszymi kolezankami. Ojca nie miala. Nigdy. Tak wiec Malgorzata dorastala sama. Chociaz jest to nie do konca prawda. Trudno dorastac samemu w jednej malej izbie, otoczonej gwarem przedmiescia. Nikt sie nia nie zajmowal. Miala niewiele przyjaciolek, matka niechetnie widziala obcych w domu. Kiedy ja poznalam, byla zastraszona, zabiedzona dziewczynka jeszcze, nieswiadoma  swojej kobiecosci. Urzekly mnie jej duze, szeroko otwarte oczy, jakby caly czas sie czegos bala. Zrozumialy byl jej strach przed razami brata, lecz gdy sie spotkalysmy, jego dawno nie bylo juz w domu. W jej oczach krylo sie jednak cos wiecej, cos, czego wtedy nie potrafilam jeszcze odczytac. Psja, ktora niebawem wybuchnac mial z sila wulkanu, by jak lawa porwac za soba Malgorzate i caly jej swiat.
niedziela, 26 lutego 2006, jejsiostra